niedziela, 13 stycznia 2019

Krótka historia o brioszce - Mackenzie shawl od Sari Nordlund

Doświadczacie czasem dziewiarskiej miłości od pierwszego wejrzenia? Mnie się ona przytrafiła we wrześniu, kiedy na instagramowym profilu Sari Nordlund zobaczyłam jej ówczesny WIP - piękny brioszkowy szal, w cudownym zestawieniu kolorów. Od tego czasu wręcz spamowałam projektantkę pytaniami o termin testu, żeby tylko go nie przegapić. Udało się! na początku listopada mogłam nabrać na druty swój pierwszy poważny brioszkowy projekt - Mackenzie shawl.



Od samego początku wiedziałam, z czego chcę ten szal zrobić. Z drutozlotowych zapasów łypała na mnie Yakalicious od Dye Dye Done w cudownym kolorze Anything Goes - kolor absolutnie zniewalający, który pokochałam od pierwszego wejrzenia. Jako drugi kolor wybrałam Passion, też farbowane na tej samej bazie. Motki zwinięte obok siebie dawały całkiem spory kontrast, który w szalu trochę złagodniał, dając bardziej subtelny efekt.  


Miałam pewne obawy, bo brioszka to nie było coś, w czym byłam szczególnie wprawiona. Projekt ten okazał się jednak idealny dla mało doświadczonych osób. Poza prawym i lewym brioszkowym oczkiem, mamy tu też proste dodawanie jednego oczka i odejmowanie oczka. Wzór jest też bardzo przyjaźnie rozpisany, jest czytelny i nie sprawia trudności. Nie mówię jednak, że ciężko nie było.\

  
Co było dla mnie największym problemem? Powtarzalność. Po euforii przerobienia pierwszego powtórzenia i radości z sukcesu przyszedł czas na kolejne trzy żmudne powtórzenia, w których niedużo się dzieje. Robota wlokła mi się niemiłosiernie. A że nie lubię jednocześnie mieć kilku prac na drutach, skrupulatnie robiłam ten szal prawie 2 miesiące! Brioszka nie jest też szybka, nie przyrasta w zawrotnym tempie. Przecież jeden rząd musisz przerobić 2 razy. I tak dziubałam te ponad 2 metry z zaciśniętymi zębami. Efekt wynagrodził mi jednak trudy i znoje :) 


Teraz na drutach Boho Bella od Pauli Wiśniewskiej - dalej wyrabiam drutozlotowe zdobycze. Ale też idzie mi jakoś marnie. Moje knitting mojo poszło w las. Liczę na to, że wróci niebawem. Póki co nadrabiam czytelnicze zaległości, co też daje mi dużo radości. Postaram się Was nie zaniedbać, tym bardziej, że mój facebookowy fanpage (zapraszam, jeśli jeszcze nie znacie), śledzi ponad 730 osób! Jest o kogo dbać! Mam nadzieję, że niebawem dojdziemy do magicznego tysiąca. Już zastanawiam się nad niespodziankami z tej okazji i mam kilka naprawdę super pomysłów. Jeśli więc znacie i zaglądacie na Zahaczoną na Facebook'u - dzięki! Jeśli nie - zerknijcie!

9 komentarzy:

  1. Warto było mozolić się nad szalem. Wyszedł piękny!!!! Kolory dobrałaś idealnie. Bardzo do ciebie pasują. Dobra robota!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudnie wyszedł, warto było się pomęczyć.Pieknie dobrana wełna do projektu, lubię wszelkie odcienie fioletu.Trzymam kciuki za Boho Belle.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Efekt jest fenomenalny, warto powalczyć z brioszką :D A te kolory!

    OdpowiedzUsuń
  4. za farbowanie odpowiedzialna ekipa z Dye Dye Done. Wszystkie ich kolory biorę w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękne! Ja w tym roku chcę nauczyć się robić na drutach. Kupiłam już trochę rzeczy m.in. różne akcesoria https://welnabawelna.pl/akcesoria-dziewiarskie. Czy znasz może jakiś najlepiej kanał na YT z którego mogę nauczyć się robić takie ładne rzeczy? :)

    OdpowiedzUsuń